Od lat nie było takiego popłochu. W ciągu ostatnich 7–10 dni globalne giełdy doświadczyły jednej z najostrzejszych korekt w sektorze oprogramowania i powiązanych branżach finansowych. Akcje software house-ów, firm SaaS oraz brokerów i instytucji finansowych zanurkowały, a skala wyprzedaży zaskoczyła nawet największych graczy rynkowych.
Indeks S&P 500 Software & Services w ostatnim czasie stracił znaczną część wartości, a poszczególne spółki, w tym Salesforce, ServiceNow, Adobe, CrowdStrike, Palo Alto Networks czy Oracle, notowały spadki rzędu 10–30% od szczytów z końca 2025 roku. Szacuje się, że w samej branży oprogramowania, w krótkim okresie, wyparowało od kilkuset miliardów do nawet ponad biliona dolarów kapitalizacji. Panika rozlała się także na sektor finansowy. Akcje brokerów, firm wealth management i ubezpieczeniowych również znalazły się pod silną presją sprzedaży.
Kolejne newsy wymuszają kolejne, drastyczne korekty wartości
Głównym katalizatorem gwałtownej wyprzedaży są kolejne przełomowe ogłoszenia w świecie AI – w szczególności nowe możliwości agentów AI (m.in. autonomiczne narzędzia od Anthropic, Claude Code Security, plug-iny Claude Cowork), które w praktyce potrafią automatyzować złożone procesy w dziedzinach kodowania, cyberbezpieczeństwa, analizy danych, sprzedaży, marketingu, prawa i finansów. Inwestorzy coraz szerzej przyjmują scenariusz, w którym zaawansowane modele językowe i autonomiczni agenci AI zaczną w najbliższych kwartałach realnie kanibalizować tradycyjne modele biznesowe SaaS i klasycznych usług finansowych. Jest to szczególnie dziwna sytuacja, ponieważ najbogatsi i najważniejsi eksperci przewidywali, że ludzie bogaci będą woleli płacić więcej za obsługę przez innego człowieka…
– Rynek wycenia najgorszy scenariusz, który raczej nie nastąpi w ciągu 3 – 6 miesięcy – napisali wprost analitycy JPMorgan w jednym z ostatnich raportów.
Ich zdaniem obecna panika jest przesadzona, a głęboka korekta stworzyła okazję zakupową zwłaszcza w przypadku spółek o wysokiej jakości fundamentach, silnych barierach przełączania (high switching costs) i wieloletnich kontraktach z klientami korporacyjnymi. JPMorgan podkreśla, że rynek przesadnie zdyskontował całkowite unicestwienie tradycyjnego oprogramowania, podczas gdy realna, masowa disrupcja technologii najprawdopodobniej rozłoży się na lata, a nie miesiące.
Mimo to strach jest już realny i widoczny w rekordowych wolumenach obrotów, ekstremalnie pesymistycznym sentymencie oraz stylu sprzedaży „get me out”, opisywanym przez traderów z Wall Street. Termin „SaaSpocalypse” czy „software-mageddon” na dobre wszedł do obiegu giełdowego.
Eksperci znów są podzieleni. Część nazywa obecną sytuację „generacyjną okazją zakupową” (m.in. Dan Ives z Wedbush), inni ostrzegają, że to dopiero początek strukturalnej zmiany w wielu branżach. Jedno jest pewne: luty 2026 roku na długo zapisze się jako moment, w którym „AI disruption” przestało być teoretyczną koncepcją i miało głęboki wpływ na notowania giełdowe.
AI właśnie zaczęło zabijać giełdę pośredników finansowych
Gwałtowna korekta na giełdach, która rozpoczęła się od software house’ów i SaaS, w ostatnich dniach przerodziła się w pełnowymiarową panikę w sektorze pośredników finansowych. Akcje największych brokerów, firm wealth management i ubezpieczeniowych brokerów notują spadki rzędu 7–13% w ciągu kilku sesji, a w niektórych przypadkach nawet 20% od lokalnych szczytów. To już nie tylko „SaaSpocalypse” – rynek wycenia scenariusz, w którym autonomiczni agenci AI zaczynają eliminować tradycyjnych pośredników finansowych.
Kluczowe przykłady ostatnich dni:
- Po uruchomieniu przez Altruist AI-narzędzia do optymalizacji podatkowej i planowania majątkowego, akcje Charles Schwab spadły ok. 13%, LPL Financial i Raymond James po ok. 8–9%.
- Ubezpieczeniowi brokerzy (m.in. Willis Towers Watson, Arthur J. Gallagher) zanotowały najgorsze sesje od czasów COVID po aprobacie OpenAI dla pierwszej aplikacji ubezpieczeniowej zbudowanej na ChatGPT oraz po debiucie narzędzi Insurify.
- Analitycy Keefe, Bruyette & Woods i JPMorgan wskazują wprost: rynek masowo rotuje z modeli wysokomarżowych, opartych na ludzkiej pracy i dyskrecji, w kierunku defensywnych sektorów. AI-owe agenci wykonują end-to-end workflow – od analizy, przez negocjacje, po wykonanie – bez udziału człowieka.
Inwestorzy obawiają się, że personalni agenci AI (już teraz w stanie samodzielnie weryfikować, negocjować i realizować transakcje) odbiorą bankom i brokerom setki miliardów dolarów opłat za pośrednictwo. McKinsey szacuje, że banki mogą stracić nawet 170 mld USD rocznych zysków, jeśli nie dostosują modeli biznesowych. Raporty z lutego 2026 wskazują, że 44% zespołów finansowych planuje wdrożyć agentyczne AI jeszcze w tym roku.
– AI właśnie zaczęło zabijać giełdę pośredników finansowych – taki komentarz dominuje w dyskusjach traderów i na platformach społecznościowych.
Termin „disintermediation” (usuwanie pośredników) wrócił do łask z siłą większą niż w czasach robo-doradców. Tamten trend pochłonął setki miliardów aktywów, ale nie zabił relacji człowiek-doradca. Teraz rynek boi się, że agentyczne AI zrobi to na masową skalę – i to w tempie miesięcy, a nie dekad.
Sektor pośredników finansowych stał się kolejnym klockiem domina po software i nikt nie wie, gdzie padnie następne. Zwłaszcza, że właśnie ten sektor przez dekady uchodził za ten „bezpieczny”.
CZYTAJ TEŻ: Prof. Sankowski: Pora na infuzję polskich technologii

