Analityk, który przewidział bańkę dotcomową, prognozuje dziś, że nadchodzące pęknięcie bańki AI będzie bardziej bolesne niż ówczesny kryzys czy kryzys 2008 r.
Albert Edwards, analityk Société Générale, znany m.in. z przewidzenia pęknięcia bańki dotcomowej i skrajnie pesymistycznych prognoz, z powodu których nawet jest nazywany “perma bear”, Wiecznym Niedźwiedziem, ostrzega na łamach Fortune, że obecna hossa na akcje technologiczne i sztuczną inteligencję wykazuje wyraźne podobieństwa do bańki Nasdaq z lat 90. XX wieku.
Tym razem jednak, zdaniem „perma beara”, brak tradycyjnego katalizatora upadku ze strony Fedu oraz głębsze uzależnienie gospodarki od majątku najbogatszych sprawiają, że pęknięcie może być znacznie bardziej bolesne.
Przekonujące narracje
Albert Edwards jest zatrudniony w Société Générale jako “wewnętrzny głos alternatywny” i jego komentarze nie są oficjalnym stanowiskiem SG. Analityk twierdzi, że obecnie amerykański rynek akcji, napędzany w dużej mierze przez dynamiczny sektor technologiczny i AI, znajduje się w niebezpiecznej bańce. Société Générale formalnie nie podziela poglądu Edwardsa, zatrudniając go jako “wewnętrzny głos alternatywny”.
“Wieczny niedźwiedź” dostrzega wyraźne podobieństwa między obecną sytuacją a bańką Nasdaq z końca lat 90. Podobnie jak wówczas obserwujemy dziś ekstremalnie wysokie wyceny w technologii; niektóre amerykańskie firmy są notowane na poziomie powyżej 30-krotności przyszłych zysków, co jest usprawiedliwiane „przekonującymi narracjami wzrostu”. Edwards argumentuje, że dzisiejszy entuzjazm dla AI przypomina erę tzw. Nowej Ekonomii i TMT (technologii, mediów, telekomunikacji) w latach 90., kiedy to sektor ten przyciągnął ogromne, czasami marnotrawione, inwestycje kapitałowe.
Edwards przyznaje, że w trakcie każdej bańki działa „bardzo wiarygodna, przekonująca narracja”. Podkreśla również, że gdy rynek jest ogarnięty hossą, inwestorzy nie chcą słuchać ostrzeżeń, ponieważ zarabiają tak dużo pieniędzy.
Dlaczego może być jeszcze gorzej?
Analityk ostrzega, że istnieją dwie kluczowe różnice, które mogą doprowadzić do znacznie poważniejszych konsekwencji niż poprzednie bańki. Otóż w poprzednich cyklach, pęknięcie bańki było zazwyczaj wywoływane przez cykl zacieśniania polityki monetarnej, czyli poprzez podwyżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną (Fed), które obnażały rynkową „pianę”. Tym razem jednak nie ma hamulca bezpieczeństwa, ponieważ Fed obniża stopy.
Bańka może wobec tego potrwać znacznie dłużej, niż logika by na to wskazywała, prowadząc do „dalszego stopienia” rynku (further melt-up). Nieobecność jastrzębi w Fed na obecnym etapie sprawi, że finalne pęknięcie będzie jeszcze bardziej niszczące. Co więcej, Edwards przewiduje, że Fed wkrótce może odejść od ilościowego zacieśniania (QT) i przejść do ilościowego luzowania (QE) z powodu problemów na amerykańskich rynkach repo, co w ogóle już przypomina „ducha” Wielkiej Recesji.
CZYTAJ TEŻ: Amerykanie zachęcają Europę do deregulacji w danych. Czy Bruksela będzie umiała zrobić to dobrze?
CZYTAJ TEŻ: AI i praca. Ponad połowa Polaków obawia się negatywnych skutków
Druga kluczowa różnica dotyczy strukturalnej wrażliwości amerykańskiej gospodarki. Edwards niepokoi się tym, jak bardzo gospodarka USA jest zależna od tematu AI, nie tylko w zakresie inwestycji biznesowych napędzających wzrost. Podkreśla on, że wzrost konsumpcji jest zdominowany w znacznie większym stopniu niż normalnie przez najbogatszy kwintyl społeczeństwa. Najzamożniejsi Amerykanie, którzy zainwestowali w akcje, napędzają większą część gospodarki zdecydowanie bardziej niż podczas poprzednich baniek. Ta nierówność społeczna i koncentracja majątku w rękach osób, których bogactwo zostało „napompowane przez giełdę”, sprawiają, że gospodarka jest bardziej wrażliwa niż podczas krachu w 1987 roku. W przypadku dużej korekty na giełdzie, spadek o 25% lub więcej wywoła uderzenie w wydatki konsumentów, a cała gospodarka ucierpi.
Poza wycenami akcji, Edwards wskazuje na inne zagrożenia systemowe. Jego zdaniem, istnieje długoterminowe ryzyko inflacji na Zachodzie, wywołane przez „niekontrolowane wydatki fiskalne”. Uważa on, że zadłużeni politycy Zachodu będą postępować dalej po linii najmniejszego oporu i drukować więcej pieniędzy. W pewnym momencie matematyka zrównoważonego fiskalnie rozwoju przestanie się zgadzać, zmuszając banki centralne do interwencji poprzez kontrolę krzywej dochodowości (yield curve control) lub QE w celu utrzymania niskich rentowności obligacji.
Edwards powtarza także swoją tezę o nadchodzącej „epoce lodowcowej”, twierdząc, że to, co stało się w Japonii po pęknięciu jej bańki (załamanie realnych stóp procentowych, inflacja i rentowności obligacji do zera, okres niskiego wzrostu), z opóźnieniem dotrze do Europy i USA. Choć japonizacja rozpoczęła się w USA po pęknięciu bańki dotcomowej w 2000 roku, została ona przerwana, gdy Fed zaczął sypać pieniędzmi” poprzez QE. Zdaniem Edwardsa, USA są od 25 lat w bańce, która jest gotowa pęknąć w każdej chwili.

